close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej
  • NAUKA/EDUKACJA

  • 13 września 2016

    Rozmowa z Czesławem Mozilem, Ambasadorem Dwujęzyczności w Danii

     

     

    Łukasz Gabler: Czy może Pan po krótce opowiedzieć, jaka jest historia Pana rodziny? Kim są Pana rodzice i jak znaleźli się w Danii? W jakim wieku był Pan przyjeżdżając do Danii?

     

    Czesław Mozil:  Moja Mama Halina Mozil urodziła się w Polsce, pracowała jako polonistka w Zabrzu. Ojciec natomiast jest Ukraińcem, urodził się we Lwowie i ma wykształcenie ekonomiczne. Mój ociec zawsze marzył o Kanadzie, ale jako że moja babcia Helena, matka mojej mamy, już w latach 70-tych zamieszkała w Danii, kraj ten stał się naturalnym przystankiem, a finalnie naszym miejscem zatrzymania się w 1985 roku. Miałem wtedy 6 lat.

     

    ŁG: Czyli przyjechał Pan do Danii znając jedynie język polski?

     

    CM: Tak. Mama twierdziła, że kiedy byłem nastolatkiem gorzej mówiłem po polsku niż kiedy miałem 6 lat.

     

    ŁG: Języka duńskiego uczył się Pan w szkole, a jak wyglądała kontynuacji nauki  języka polskiego?

     

    CM: Język duński dla 6 latka, który na podwórku bawi się co dziennie, nie jest trudny. Opanowałem go bez problemu. Za to w domu mówiliśmy cały czas po polsku. Mama uczyła mnie czytać i pisać po polsku tyle, ile się dało. Rodzice ciężko pracowali, ale także chodzili do szkoły językowej, żeby uczyć się języka duńskiego.

     

    ŁG: Czy opierał się Pan przed nauką języka polskiego? Wolał Pan mówić tylko po duńsku?

     

    CM: Nie, w domu polski był naszym naturalnym językiem. Rodzice zawsze powtarzali, że trzeba być dumnym z tego, skąd się pochodzi. Dla mnie był to również znak wyróżniający na podwórku. Koledzy byli z Danii, Turcji, Maroka, Syrii, Iranu i Iraku. Ja byłem z Polski (śmiech). Fajnie było znać język, który był tylko mój, a nie kolegów. Za to koledzy zabierali mnie na lekcje tureckiego, żeby pokazać i pochwalić się ich światem i językiem.

     

    ŁG: Czy w kontaktach z rówieśnikami Pana polskie pochodzenie było przyczyną jakichkolwiek problemów?

     

    CM: Nie, jak wspominałem, był to atut. Powiedziałbym nawet, że były momenty, kiedy współczułem kolegom Duńczykom, że znali tylko jeden język.

     

    ŁG: Czy prawdą jest, że przez rok studiował Pan polonistykę w Kopenhadze, jednak rzucił te studia, gdy zdał sobie sprawę, że Pana kolega, rodowity Duńczyk, lepiej mówi po polsku? Skąd pomysł na studia polonistyczne?

     

    CM: Tak, to prawda. Kolega po pół roku studiów nie mówił lepiej po polsku, ale za to opanował tak polską gramatykę, że mi szczęka opadła. Zresztą, jak słychać, gramatyka do dziś sprawia mi wielkie kłopoty.

     

    ŁG: Dzisiaj mieszka Pan w Polsce. Swoją działalność artystyczną również prowadzi Pan również w tym kraju. Czy spodziewał się Pan takiego rozwoju kariery?

     

    CM: Tego chyba żaden emigrant się nie może spodziewać. Skończyłem Królewską Akademię Muzyczną w Kopenhadze, grałem jako muzyk w teatrach i zwiedziłem z teatrem całą Danię. Był moment na początku 2000 roku, kiedy zacząłem zapraszać swój zespół do Polski, żeby pokazać im, jak piękna jest Polska. Graliśmy, gdzie się dało, w całej Polsce i śpiewałem głównie po angielsku. Dopiero po spotkaniu z poetą Michałem Zabłockim w Krakowie w 2005 roku zacząłem ruszać teksty polskie niepisane przeze mnie. W 2007 roku nagrałem płytę z utworami w języku polskim. Debiut, wydany w 2008 roku, stał się najlepiej sprzedawaną płytą wydaną w 2008 roku w Polsce. Czegoś takiego nie da się przewidzieć, a z pewnością nie można się tego spodziewać…

     

    ŁG: Czy tworząc myśli Pan wyłącznie po polsku?

     

    CM: Tworząc myślę w mieszance polsko – duńskiej, jeżeli chodzi o muzykę. Za to , gdy idzie o teksty, pracuję z Michałem Zabłockim, który jest ich autorem. Mój polski nie jest jeszcze tak bogaty, żebym mógł się zmierzyć z tym zadaniem, a warsztat i empatia Michała odpowiada idealnie temu, co chciałbym poruszyć w swoich piosenkach.

     

    ŁG: Z perspektywy czasu znajomość języka polskiego stała się „przydatna” także w pracy. Nie żałuje Pan zatem wysiłku włożonego w naukę i pewnie teraz inaczej patrzy na pracę swojej matki?

     

    CM: Bez pracy mojej matki, nie znalazłbym się dzisiaj w Polsce. Nie znałbym Polski na tyle, żeby się jej nie bać i przyjeżdżać tutaj na wakacje od 10 roku życia. Zawdzięczam moim rodzicom to, że nigdy przy stole rodzinnym nie skarżyli się na Polskę, nie obrzydzali mi i siostrze kraju, z którego wyjechali w poszukiwaniu wolności. Muszę także przyznać z pokorą, że nie mam talentu językowego. Gdyby moja matka nie dbała o nasz polski w domu, podobnie jak i nasz ojciec, nie wyrobiłbym sobie tego głodu i ciekawości Polski jako nastolatek.

     

    ŁG: Co powiedziałby Pan polskim dzieciom i polskiej młodzieży, aby zachęcić ją do kontynuowania nauki języka polskiego?

     

    CM: Dzieciom mogę tylko powiedzieć, że nie znać polskiego to tak, jakby być nie do końca pełną osobą. Ja strasznie żałuję, że nie umiem mówić po ukraińsku. Wiem, że mój ojciec próbował mnie uczyć jako nastolatka, ale ja jakoś nie chciałem. Teraz boli mnie za każdym razem, kiedy jestem na Ukrainie, że nie potrafię mówić językiem ojca.

     

    ŁG: A ich rodzicom?

     

    CM: Rodzicom muszę przypomnieć, że im bardziej dzieci emigrantów znają swoje korzenie i język ojczysty, tym lepiej się integrują w kraju, do którego przybyli ich rodzice. Wszystkie badania na to wskazują. Także nauka języka polskiego i harcerstwo polskie spowodowało, że do dziś utrzymuję kontakt z Polakami, których poznałem właśnie w okresie dojrzewania. To było bardzo ważne dla kształtowania mojej tożsamości, fakt, że byli inni w takiej samej sytuacji jak ja, rozsiani po całej Kopenhadze.

     

     

     

    Łukasz Gabler pełnił funkcję Konsula i Kierownika Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Kopenhadze do końca lipca 2016 r.

     

    Bezpośrednim celem projektu Ambasador Dwujęzyczności jest zachęcenie polskich dzieci i polskiej młodzieży do nauki języka polskiego na emigracji oraz przekonanie ich rodziców o korzyściach płynących ze znajomości języka ojczystego.

     

    Projekt Ambasador Dwujęzyczności w Danii finansowany jest w ramach funduszy polonijnych Ministerstwa Spraw  Zagranicznych.

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: